sobota, 30 kwietnia 2016

Półprzymknięte powieki
rozchylone usta
czekają całe wieki
aż odleci złych wspomnień chusta.

Bijące głośno serce
czuły dotyk na skórze
nie myślą o ciągłej rozterce
jak o zakrywającej im słońce chmurze

Przenikliwe spojrzenia
porozumiewawcze uśmiechy 
wiedzieli od pierwszego wejrzenia 
że będą szukać u siebie pociechy.

I ta niepewność
i poczucie niemiłe
a może to jednak pewność była
bo tak żywą miłością ich obdarzła
Patrzę w twoje oczy
I nie widzę prawdy.
Tak wiele już przeszliśmy, 
Przetrwaliśmy wojny
A ty mimo wszystko
 znów mnie okłamujesz

Naiwność kiedyś mnie zbije
Szyderczo wybuchając śmiechem.
Szepnie mi do ucha
"A widzisz słonko?
Nie warto mi ufać."

A ja oślepłam 
Przez tą chorą miłość.
I chociaż płakałam każdej nocy
Bez ciebie byłoby pusto 

Ciągle na mnie patrzysz.
Nie zdajesz sobie sprawy
Że znam ten fałsz.

On jest od tak dawna
Już go nie kontrolujesz

Naiwność nakarmi mną swój głód. 
I oto jestem.
Stoję na środku 
ulicy i szepczę:
"Jakiś beznadziejny jest
ten świat."
Patrzę przed siebie
a widzę przeszłość.
Jej demony są wszędzie
czekają na dobry moment
by nas pożreć.
I chyba im się udaje 
nie ma mnie całej
jestem w połowie.
Jej demony na mnie patrzą. 
Czekają całe lata 
i ciągną do tyłu
na środek ulicy.
Czekam
Widzę już światła
Nie mogę się wycofać
One czuwają.
Jest coraz bliżej
początek końca. 
Połowa
Koniec. 
I oto byłam
Naiwna córka lata 
Stoję
Patrzę jak odchodzisz
I nie mogę się ruszyć
Chociaż okropnie chcę 

Zamykam oczy bo
Tak mi łatwiej
Bo kiedy je otwieram to
Widzę twoje łzy 

To uczucie z nami było
Trochę ciche i wygasłe 
Niepozorne 
Bezużyteczne 

I chociaż z nieba spadli
 Aniołowie 
Świat jeszcze istnieje 
Tylko nasz się skończył 

Stałam 
Patrzyłam jak odchodzisz
Nie mogłam się ruszyć
Chociaż okropnie chciałam

Zostawione w wielkim świecie
Sam na sam z problemami
Wierzą,że wiatr zmian wszystko zmiecie...
One, owładnięte omamami

Zrozumienia nie zaznały
Chociaż umysł obnażały
I tylko bryza słuchała ich myśli
Szybko wygasły

Poznały w ludzi sercach
szczerą, chorą zimę 
i obojętność 

One, słodkie dzieci lata